Przygoda na osiedlowej uliczce
Autor: piernicznik o wtorek 22. styczeń 2008
A niech to!… tego się nie czułem przez skórę. Czy jadąc sobie wolno na ładnej, szerokiej drodze osiedlowej u dziewczyny, ktokolwiek z was byłby przygotowany na betonowy krąglak na środku drogi? Ja nie byłem. Na moment zdjąłem wzrok z drogi żeby zerknąć na swoją cudną dziewczynę, aż tu nagle wielki huk, podskoczyliśmy i tak zapoznaliśmy się z twardym klocem leżącym na ulicy.
Opony zimowe wytrzymały to uderzenie, swoją drogą nie mam pojęcia w jaki sposób, bo to były stare sparciałe kapcie i tak tłukłem się do najbliższego zakładu jaki kojarzyłem, czyli koło Galerii Mokotów. Namęczyłem się jeszcze wcześniej z wyciągnięciem koła zapasowego które było, prawie całkowicie zastawiony przez butle z gazem i wyciągnięcie ekstra opony z jej schowka graniczy z cudem. Ale udało się. zamieniłem chociaż jedną i zjechałem po tych wstrętnych garbach na drodze do warsztatu na dół.
Dowiedziałem się, że najtańsze nowe opony będą kosztować tyle, co calusieńki mój samochód, ale nie miałem żadnego innej możliwości. Do tego poinformowano mnie, że felgi samochodowe się odkształciły i wahacze są do wymiany.
Ale dla jednego widoku mojej kobiety zapłaciłbym każdą cenę. No cóż, następnym razem będę bardziej uważał. To jakby nie było doskonała nauczka na przyszłość, żeby np. na autostradach nie tracić uwagi na jeździe.